Magia, wywoływanie duchów i strach przed złowrogimi siłami były codziennością naszych przodków. Tajemnice i niedopowiedzenia stanowiły kluczową część każdej legendy, opowieści i historii rodzinnej. Pod tym względem nawet dziś nic się nie zmieniło. Mimo wszystko, dawne obyczaje, obrzędy, wierzenia i tradycje, pozostają mroczną fabułą horrorów, kryminałów, i fikcji literackiej pisarzy.

Poznajcie „Inkuba“, książkę autorstwa Artura Urbanowicza, która łączy w sobie nie tylko opowieść o zamierzchłych czasach z XXI wiekiem, ale i historię Czarownic, i przerażających zjawisk paranormalnych oraz definicję słowa „strach“, i następstwa jakie może za sobą pociągnąć.

„Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć. Dwie epoki. Dwie historie. Jedna wioska. Jedna Czarownica. Jedna klątwa”.

Wyżej zacytowane słowa pochodzą z tylnej obwoluty „Inkuba“ i tylko podsyciły moje zainteresowanie jak najszybszym przeczytaniem książki. Fakt, że napisał ją polski autor, akcję umiejscowił na tajemniczej Suwalszczyźnie i w fabułę wplótł wątki czarostwa horroru, historii i kryminału, dodatkowo przemawiał za tym, by dosłownie, rzucić wszystko, i zgłębić tajniki „Inkuba“.

Czy było warto? Co skrywa ta ponad siedmiuset stronicowa książka?

Inkub – recenzja książki – wprowadzenie

Tak naprawdę już pierwsze zdania rozdziału okazały się skonstruowane w taki sposób, że czytelnik nie musi czekać na rozwinięcie się akcji do 20 strony. Nie ukrywajmy, że w większości lektur polskiego autorstwa, tak właśnie jest.

Akcja „Inkuba“ toczy się w kilku miejscach usytuowanych na Suwalszczyźnie – Jodoziory, Kleszczówek, Suwałki, Płociczno czy Smolniki, te lokacje poznamy bliżej, czytając tę powieść.

Wszystko zaczyna się od krótkiej historii młodego Pawła, który postanawia wybrać się na nocne eksplorowanie pewnego ‘nawiedzonego’ domu. Pogłoski na jego temat są tak ciekawe, że szczerze mówiąc, sama bym się tam wybrała. Chłopiec twierdzi, że w sumie nie ma tam nic strasznego, a legendy to tylko wymysły mieszkających w okolicy ludzi. Tutaj też zaczyna się bliższe wytłumaczenie słowa ‘strach’, które w kolejnych częściach książki nabierze właściwego znaczenie. Zapewniam, że większość czytelników, nie ma pojęcia o prawdziwym obliczu tej emocji.

Przechodząc do meritum, Paweł wsiada na rower i późnym wieczorem udaje się do Płociczna, by na własnej skórze przekonać się, jak naprawdę mają się sprawy w tym budynku. Już podczas zbliżania się do jego granic, wszystko wokół nabiera przerażającego wymiaru. Obiecał relacjonować historię, koleżance Monice, ale telefon ni stąd, ni zowąd odmawia współpracy. Chłopak bez problemu przedostaje się na podwórko ‘opętanego’ domu, ale nie wie, jak dostać się do środka. Nagle widzi okno, przez które może wejść, jednak będąc już w pomieszczeniu, nie ma pojęcia, jakim cudem się tam znalazł…

Inkub, nawiedzony dom i pierwsze zjawisko paranormalne

Paweł przygląda się uważnie wszystkim meblom i sprzętom w salonie. Wydaje się, że przed chwilą ktoś stamtąd wyszedł. Wrażenie tego, że miejsce jest nadal zamieszkane, potęguje fakt, iż nigdzie nie widać oznak typowych dla takich budynków. Zero pajęczyn, kurzu, wybitych okien czy pokiereszowanych elementów wyposażanie. Co najmniej dziwne…

W tym samym czasie, sąsiadka mieszkająca obok owego miejsca, widzi przez okno własnego domu światło, które wydobywa się z opuszczonego lokalu, w którym właśnie znajduje się Paweł. Kobieta wypuszcza z dłoni opakowanie tabletek. Budzi się jej syn, który wściekły postanawia wypędzić potencjalnego złodzieja, z ‘nawiedzonego’ domu. Wychodzi z mieszkania kobiety. Ta obserwuje lokal pozostając w oknie. Jej oczom ukazuje się Paweł, który po opuszczeniu ‘opętanego’ budynku wsiada na rower i jakby nigdy nic, odjeżdża.

Po chwili do mieszkania wraca przerażony syn, który twierdzi, że po wejściu do tamtego domu, ten zatrzasnął za nim drzwi, a szukanie drogi ucieczki, można spokojnie przyrównać do krążenia po labiryncie.

Morderstwo i mumifikacja – przerażająco tajemnicze Jodoziory

Niech teraz wciągną was w dalszą część recenzji te z lekka przerażające cytaty, po których lekturze, żaden czytelnik nie omieszka się przekonać do sięgnięcia po „Inkuba“

„Policjanci stali przy starym zardzewiałym drogowskazie, wyglądającym, jakby napis na nim spokojnie można było zastąpić „Witamy na końcu świata“, „Stąd nie ma powrotu“ albo „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. – Jodoziory”.

W kolejnych częściach rozdziału, przekonamy się, że to nie wszystko. Wiadomo jak ludzka wyobraźnia zaczyna szwankować, gdy oprócz pogłosek na temat danego miejsca, na własne oczy coś zobaczy lub usłyszy. Jednak czy to tylko czarne myśli policjantów doszły do głosu po tym, co autor nam serwuje na następnych stronach?

„Wszystko zaczęło się od anonimowego zgłoszenia, że w Jodoziorach są dwa trupy. (…) Pojechaliśmy tam i rzeczywiście były. Sztywne jak pal Azji. Starsze małżeństwo. (…) Nie to było jednak najdziwniejsze (…) tylko ich kolor skóry. (…) Szary, jakby byli pokryci popiołem. (…) ciała w ogóle nie śmierdziały.

Moja umiejętność pisania dłuższych recenzji, to jak jej brak. Nie chcę spoilerować ani na temat trupów, ani okoliczności w jakich owymi się stały, powiem tylko, że to nie koniec, a początek przerażających niespodzianek i całej tej ‘nawiedzonej’ historii. Autor, na tych siedmiuset stronach umieścił wszystko, co tylko może przyprawić czytelnika o gęsią skórę i dreszcze.

Cała historia powieści traktuje o niewyjaśnionych zjawiskach paranormalnych, tajemniczych okolicznościach zaginięcia ofiar, czarów, samobójstw, czy wydarzeń. Kolejny bohater lektury, policjant litewskiego pochodzenia odkrywa, że wszystko, co pociąga za sznurki w 2016 roku, zostało powołane do tego celu już w 1971… Czy winna temu była żyjąca wtedy tajemnicza postać?

„Według dostępnych źródeł, na polskich ziemiach odbyło się 867 procesów o czary. Wyrok śmierci zapadł w 309 z nich. (…) – źródło statystyk: Małgorzata Pilaszek, „Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII.

Inkub – recenzja książki – podsumowanie

Ciężkie tomiszcze, jakim jest „Inkub”, wcale nie demotuwuje do pochłaniania jego stron w zabójczym dla oczu i żarówki tempie. Z każdą przeczytaną stroną chcesz więcej. Jednak na minus fakt, że trochę za szybko się skończył. Co jeszcze mi przeszkadzało? 

Chyba role dzieci, które wplecione zostały do fabuły. Niby bardziej mrocznie, w końcu w każdym horrorze pojawiają się pokurcze, ale z uwagi, że pacholąt nie lubię, taki drobny niuans wymieniłam w tej recenzji. Absolutnie nie ma on wpływu na całokształt, lekkie pióro i wyobraźnię autora, czy w końcu finalny odbiór lektury.


Liczę na to, że każdy czytelnik mojego bloga, dojdzie do końca tej recenzji, bez zbędnego wysiłku. Jeśli właśnie tak stało się w twoim przypadku, czekam na komentarze dotyczące„Inkuba”. Daj znać, czy poczułeś się wystarczająco zachęcony do przeczytania książki 🙂

Wszystkie cytaty, które zamieściłam w tej recenzji, pochodzą z publikacji: „INKUB” autorstwa Artura Urbanowicza.

Za egzemplarz recenzencki, serdecznie dziękuję wydawnictwu Vesper 🙂