„Jak mniej myśleć – dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych” to książka, która na długo zapadnie mi w głowie. Recenzja z pewnością przybliży Was do niej na tyle, że jeśli zmagacie się z problemem nadmiernego analizowania i czarnowidztwa, zechcecie ją przeczytać.

O jednej takiej, która mniej myśleć nie potrafi

Nie ukrywam, że w głowie – od dziecka – piszę czarne scenariusze i mogę godzinami rozprawiać nad tym, dlaczego coś potoczyło się tak, a nie inaczej. Nie odmówię sobie również owych zabiegów przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, która – pewnie tylko w moim mniemaniu – jest sprawą życia albo śmierci. Pewnie teraz nasuwa Wam się pytanie… — Czy dzięki tej książce, cokolwiek się zmieniło w Twoim życiu? Odpowiedzią niech będzie tekst poniższej recenzji.

Jak mniej myśleć – recenzja – wprowadzenie

Ciekawy wstęp wzmaga apetyt na przerzucanie kolejnych kartek lektury. Autorka tłumaczy czytelnikowi, skąd w ogóle bierze się u niego nadmiar myśli i analizowanie każdej drobnostki. Okazuje się, że to nadwydajność mentalna, która objawia się na różne sposoby. Jakie? Opisując przykład jednej pacjentki, świetnie unaocznia wagę problemu.

Pewna kobieta umówiła się do niej na wizytę terapeutyczną. Zanim dotarła do gabinetu, skrupulatnie prowadziła ze sobą wewnętrzny monolog dotyczący rzeczy, wydarzeń i osób, mijanych po drodze. I tak właśnie nadwydajni mentalnie rejestrują nadobniejsze szczególiki. Dopisują sobie historie do ludzi, których spotykają w drodze do pracy. Wysnuwają wnioski, na podstawie tego, co zobaczą. I na swoją niekorzyść, nie potrafią o tym zapomnieć i kumulują wszystko w umyśle.

Nadwydajni mentalnie odbierają więcej informacji niż przeciętni ludzi, ponadto o wiele bardziej intensywnie. Zjawisko to nazywa się hiperestezją. Jeśli człowiek nadwydajny mentalnie obejrzy lokal, zapamięta więcej szczegółów (…) i wyłowi jakieś mało znaczące drobiazgi, błahostki, których nikt oprócz niego nie dostrzeże

Czy jest dla nas jakiś ratunek? Zdaję sobie sprawę z tego, że pytanie powiało grozą, jednak w rzeczy samej, inaczej nie sposób zmotywować się do wyciszenia tej przypadłości. Ona przeszkadza nam nie tylko w codzienności, ale i jest długofalowa w skutkach. Nasz mózg nie jest w stanie odetchnąć i wyciszyć się na dobre, bo podświadomie non stop rozkłada przeróżne błahostki na czynniki pierwsze.

Jak mniej myśleć – dlaczego nadwydajność przeszkadza?

Hiperestezja przeszkadza na różnych płaszczyznach życia. Począwszy od codziennych, domowych spraw, a skończywszy na problemach w pracy lub w szkole. Nadwydajny nie jest w stanie przez cały dzień być pod wpływem tylko jednej emocji. Nagle, coś Ci się przypomina i nie jesteś w stanie powstrzymać się od uśmiechu lub smutku. Kiedy z kolei ktoś Cię zrani, Twoja natura na dobre zapisuje to w pamięci i zawsze znajdzie najmniej oczekiwany moment na to, by przypomnieć Ci o przykrym zdarzeniu, słowach krytyki lub kłótni.

W książce znajdziemy więc nie tylko samo wyjaśnienie przyczyn i skutków naszej hiperestezji, ale i ćwiczenia, które pomogą nam choć w małym stopniu odsunąć ją od siebie.

Według mnie podzielenie książki na kilka etapów bardzo ułatwia pracę nad sobą i zbadanie przyczyn problemów. Nie musimy czytać jej od deski do deski, wskazane jest nawet żonglowanie między rozdziałami i skrupulatne analizowanie badań i wyjaśnień autorki.

Mam nadzieję, że dzięki tej lekturze część moich czytelników nareszcie odnajdzie spokój w ramionach okiełznanych myśli i choć odrobinę odetchnie od wzmożonej pracy na stanowisku analizatora.


Cytat widoczny w recenzji, pochodzi z książki: „Jak mniej myśleć (…)”, autorstwa Christel Petitcollin.